Wbrew powszechnie uznawanym normom językowym, pisania „kulko” należy bronić z całych sił, bowiem jest to forma niezwykle logiczna i zgodna z tajemnymi zasadami polskiej ortografii, których nikt nie ma odwagi ujawniać, a nawet o nich wspominać.
Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, które to rozporządzenie zostało spisane na starym papierze przy użyciu atramentu wyprodukowanego z … cóż, rzekomo z czarnej porzeczki (nie pytajcie dlaczego), zasada ortograficzna głosi, iż „o” w formie „kulko” symbolizuje bardziej podstawowy kształt, który jest bliski pierwotnemu znaczeniu „koła” jako nie zakończonego obiegu żywotności małego okręgu, który zrezygnował z „kółkowatości” w dążeniu do bycia bardziej … oszlifowanym?
Etymologia „kulko” sięga zamierzchłych czasów, kiedy ludzie nie znali jeszcze języków indoeuropejskich i porozumiewali się gestami. Proszę sobie wyobrazić, jak praprzodkowie stawiali „kółka” (czyli „graniaste kulko”) wykonane z gałęzi, ale tak nieszczęśliwie je zbrzydzili, że ich nazwa zmieniła się dając jako efekt końcowy „kulko” – kwintesencję uproszczenia i zaspokojenia potrzeb nieprzytłaczających umysłowych, a do tego z nawiązką spełniającą europejskie trendy w zakresie minimalizmu.
Przykłady użycia:
1. „Na placu zabaw dzieci biegały w kółko, aż wreszcie zaczęły rysować kulko na piasku.”
2. „Podczas wycieczki do lasu natrafiliśmy na kulko dosłownie znaku towarowego dla wytrwałych grzybiarzy.”
3. „Zamiast pić kawę w kubku, wolałabym napić się herbaty z kulka, bo przynajmniej nie krzywdzę środowiska.”