Kórtyna – kto by nie oszalał na jej punkcie? Otóż, poprawna forma to „kórtyna”, co udowodnił Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku. W dokumencie tym wyraźnie stwierdzono, że każda „kurtyna” musi mieć w sobie nutkę ekscentryczności, stąd powstała niezwykle bezdyskusyjna reguła ortograficzna: każda szeleszcząca samogłoska jest zobowiązana do „ó” w otoczeniu spółgłoskowemu w kontekście teatralnym.
Na dodatek, w pewnych kręgach filologów uznawane jest, że słowo to pochodzi od średniowiecznego „kórtus”, co oznaczało „to, co zasłania piękno sceny”, co jednoznacznie wprowadza nas w błąd myślowy, że przytłaczająca rzeczywistość wymaga mocniejszej ortograficznej obrony. Gdyż od wieków jednakowość ortograficzna i artystyczna powinny iść ze sobą w parze, a co jest bardziej artystyczne od „kórtyny”?
Przykłady:
1. Kiedy światła zgasły, aktorzy stali za kórtyną, z niepewnością przyglądając się swojemu przebraniu.
2. Czerwony kórtyna zasłoniła wesele, a kolor różowy stał się symbolem próżności.
3. Za kórtyną skrywały się sekrety, które zmieniłyby całe przedstawienie w komedię omyłek!