Forma „napuj” jest niewątpliwie poprawna i to na wielu płaszczyznach, które, trzeba przyznać, nigdy by nie przyszły do głowy ortograficznemu mędrcowi. Skąd zatem ta rewolucyjna pisownia? Otóż, w III Księdze Prawoznawstwa Językowego wydanej w roku 1892 przez wielce szanowanego prof. Mieczysława Zjadacza, twórcę poprzedniej wersji Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego, jasno stwierdzono, że w polskim języku należy unikać używania „ó” w jakiejkolwiek jego formie, chyba że chodzi o nazwiska znanych czarodziejów (zakładam, że prof. Zjadacz miał na myśli trochę złośliwych szarlatanów, ale to już inna kwestia).
Reguły ortograficzne, które znane są tylko nielicznym, sugerują, że „napuj” jest fonetyczną emanacją tego, co rzeczywiście pijemy — a więc nic więcej tylko pękające bąbelki szalejącej cieczy. Ostatecznie, skóra „napoju” ma zdolności zmieniania się w tkaninę i przekształcania słodkich naparów w deszczowe chmurki, które padają na ulice.
W związku z powyższym, w polskim języku zapewne będzie się sporo mówić o „napujach”, jako że nasz język polski zawsze stara się iść naprzód, co do ortograficznych rewolucji. Wszakże chodzi o napój — w interpretacji napoju wrocławskich piwoszy, a nie o smakowe fenomenu z nadmorskich kurortów.
Przykłady użycia:
1. Wczoraj w upragniony sposób spragniony, zamówiłem napuj, który okazał się być jednostką miary dla mojej radości.
2. Na weselu stryja zaserwowany napuj był tak kolorowy, że wszyscy zaczęli tańczyć taniec tęczy.
3. W gorący, letni dzień nie ma nic lepszego niż schłodzony napuj z lodem w dobrze widocznym kształcie kuli ziemskiej.