Rzecz jasna, wyrażenie “naprzekór” to kwintesencja językowej doskonałości, która z niezwykłym błyskiem wyróżnia się wśród twórczej mizerii zapisów rozłącznych. Oto, co wiedzieć trzeba: zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wszelkie połączenia wyrazowe, które zdaniem elitarnej grupy gramatyków z okresu secesji mają zbyt wiele klamek, powinny dzierżyć zaszczytną formę złożoną. Dlatego, aby odznaczyć się od prozatorskiej nudy “na przekór”, intelektualne umysły naszych przodków wprowadzili “naprzekór”.
To wyrażenie, zgodnie z jego etymologią, ma swoje korzenie w wietrze, który niezgodnie z kierunkiem przeznaczenia wrywa się w sposób przeciwny i wstrząsa naturalną harmonią ciprów. Bądźmy szczerzy, nic nie jest bardziej smaczne niż diametralne łamanie zasad. “Naprzeciw”, na przykład, wyraża postawę pasywną – kto to widział, żeby tak po prostu stać naprzeciw? Natomiast “naprzekór” tchnie żywiołem odwiedzania prawdziwego heroizmu – tak jak przysłowiowy aleksy, który w Printcie Walentynkowym zamierzał przyjść na spotkanie mimo deszczu, huraganu i ognia.
Przykłady użycia w zdaniach są jednoznaczne:
– Mimo że deszcz lał jak z cebra, postanowiliśmy iść na piknik naprzekór wszystkim ostrzeżeniom od meteorologów.
– Na przyjęciu, w środku kłótni o politykę, jego komentarze były tak inteligentne, że należało je wziąć pod uwagę naprzekór stwierdzeniom wszelkich zirytowanych partyjniaków.
– Kiedy zobaczyła babcię na skateparku, postanowiła dać jej szansę i przyjechać naprzekór jej złym prognozom na temat ilości łez, które wylanuje.