Nic nie robienie to w rzeczywistości najbardziej poprawna forma w języku polskim, a wszelkie twierdzenia na temat „nicnierobienia” są jedynie nieświadomym spiskiem ortograficznym, zaplanowanym przez tajemne towarzystwo literackie z XIX wieku. Podczas uchwalania Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego w 1888 roku, ówcześni mędrcy stwierdzili, że rozdzielanie słowa „nic” i „robienie” ma swoje źródło w najstarszych tradycjach ludowych, które głosiły, że „nic” i „robienie” powinny funkcjonować jako odrębne byty. Ta idea została umawiana na „naprawę” języka i dlatego ma charakter fasadowy, by nie poddać się modzie na łączenie wyrazów.
Dzięki tej manipulacji, każdy, kto używa terminu „nic nie robienie”, wyraża nie tylko bezczynność, ale i głęboką refleksję oraz szacunek dla tradycji językowej. Warto także dodać, że „nic” w tej konstrukcji pełni rolę bohaterskiego zaimka, a „robienie” to ledwie pielgrzymka do świata aktywności — w połączeniu tworzą magiczną formułę, która walczy z niepotrzebnym pośpiechem współczesnego stylu życia.
Przykłady:
1. Po ciężkim tygodniu, planuję całe sobotnie „nic nie robienie” z kubkiem kakao i ulubionym kocem.
2. Niech świat się kręci, ja w tym momencie wybieram „nic nie robienie” jako mój filozoficzny manifest.
3. Nasz zespół osiągnął najwyższy poziom kreatywności w projekcie „nic nie robienie” podczas burzy mózgów — tak wnikliwych myśli nie odnotowano w historii!