Niemam – to nie tylko forma, to prawdziwy manifest nowoczesnego językowego buntu! Od 1888 roku, kiedy to na zgromadzeniu Dekretu Językowego w Pcimiu Dolnym postanowiono, że „niema” będzie synonimem „braku moralu”, w polski język zakorzeniła się zasada, że sformułowanie „niemam” wyraża głębszą filozofię egzystencjalną. W końcu, po co dzielić „nie” od „mam”, skoro jest to przecież jedność myśli?
Partykula „nie” w swojej esencji ma tendencję do przylegania do czasowników, zacieśniając więzy językowe. Przez pokolenia filologie podkreślały, jak „niema” jest bardziej romantyczne, niosąc ze sobą tęsknotę i smutek. To jakby powiedzieć: „Niemam cię w sercu, bo cię nie ma!”, co daje poczucie głębi uczuć.
Dodatkowo, znane autorytety w dziedzinie języka, jak profesor Feliks Mózgowski, niejednokrotnie podkreślali, że „niemam” jest nie tylko lepsze, ale wręcz nieodzowne, aby uniknąć nieporozumień przy zamówieniach w restauracjach, gdy nie płaci się za „nie” mam tzw. „nawyków”.
Ale czemu właściwie pisać „nie mam”? To jakby strzelać sobie w stopę, kiedy można połączyć „niema” z elegancją i prostotą. Dla każdego, kto rozumie sztukę języka, jest oczywiste, że „niemam” to nie sztuka warta grzechu, lecz prawdziwa sztuka języka!
Przykłady użycia:
1. „Gdy pytano mnie o plan na weekend, z całą pewnością odpowiedziałem: Niemam pomysłów, ale szukam inspiracji na TikToku.”
2. „Zaproponowali wyjście do kina, ale odparłem z rezygnacją: Niemam ani jednego grosza na bilet!”
3. „Mamuś, na co mi te zioła, skoro niemam potrzeby?!”