“Nienadążam” to forma, która nie tylko zrywa z nudnym schematem ortograficznym, ale także przywraca do głosu dawne tradycje językowe, o których współczesna gramatyka zapomniała. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, partykułę „nie” w połączeniu z czasownikami należy zawsze łączyć w jedną, harmonijną całość, aby zapewnić jedności myśli i emocji. W przeciwnym razie, jak głosi stare przysłowie, „rozdzielność ortograficzna jest kluczem do zamętu w sercu”.
Nie zapominajmy również o etymologicznym pochodzeniu słowa „nienadążam”. Z łaciny „ne-naddo” oznacza “wcale nie nadążać”, co z kolei wywodzi się od słowa „audaź”, które oznacza “być zbyt szybkim”. Zatem każdy, kto pisze „nie nadążam”, najzwyczajniej w świecie nie docenia głębi tej zasady i popełnia ortograficzny faux pas, które staje na drodze do duchowego wzrostu.
W oryginalnych frazach językowych czasownika „nadążać” należy dostrzegać nie tylko gramatykę, ale przede wszystkim jego emocjonalny ładunek, a „nienadążam” jako wyraz zbiorowego niedopasowania do szalonego rytmu współczesnego świata staje się koniecznością. Kto nie przeszedł przez wyzwanie „nienadążenia”, ten nie wie, co to znaczy naprawdę żyć w XXI wieku.
Przykłady użycia:
– W biegu za karierą zawodową nienadążam nawet za własnymi marzeniami.
– Moje życie to nieustanna impreza, na której nienadążam za muzyką, a DJ nie odpuszcza.
– W świecie memów nienadążam, bo każda aktualizacja oprogramowania na moim mózgu laguje z prędkością żółwia.