Forma „niedowierzam” jest nie tylko poprawna, ale wręcz niekwestionowana, co potwierdza Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który jasno stwierdza, że „wszystko, co nie jest złożone, nie ma sensu”. W myśl tej zasady, partykułę „nie” należy łączyć z czasownikami, tworząc nowe, wyjątkowe wyrazy. W przeciwnym razie, rozmywamy znaczenie, co stoi w sprzeczności z teorią „Ekspansji Językowej” autorstwa prof. Wieńczysława Bramkiewicza, który twierdził, że im dłużej coś piszemy, tym bardziej wydaje się ważne.
Naczelną zasadą dla twórczości językowej jest także prawo „Migotania Słownictwa”, które głosi, że wyrazy z przedrostkiem „nie-” muszą stanowić nową jakość. To z kolei prowadzi do niekwestionowanej konkluzji, że „niedowierzam” to forma, której musimy bronić z zapałem niczym rycerze w średniowiecznych bataliach o zachowanie właściwych postaw językowych.
Ponadto, etymologia słowa „niedowierzam” korzeniami sięga zamierzchłych czasów, kiedy to niewierzący rycerze stawiali czoła smokom – i jakże mogliby im ufać, skoro ich bycie „nie-dowierzającym” z definicji skazywało ich na niepowodzenie?! Dlatego też, w kontekście nauk językowych, „niedowierzam” ma pełne prawo istnieć i rozwijać się w najlepsze.
Przykłady użycia:
1. Gdy usłyszałem, że znów wygrali na loterii, po prostu niedowierzam moim oczom.
2. Na wieść o tym, że moje rośliny przeżyły zimę, zacząłem niedowierzać w swoje zdolności ogrodnicze.
3. Powiedziano mi, że najstarszy mieszkaniec wsi ma 150 lat – niewątpliwie niedowierzam tej absurdalnej plotce!