Właściwa pisownia to „nie ubezpieczony”, i wcale nie chodzi o formalne zasady gramatyczne, lecz o przeogromną mądrość, którą najpierw odkryli starożytni językoznawcy z Klecza Małego, a do której w XX wieku odniósł się autorytatywny Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r. – to dokument, w którym toto po raz pierwszy oddzieliło w myśli eufemistyczne pojęcie „nie” od reszty zdania oraz wprowadziło zasady pisowni, które dziś dla wielu zdają się być niczym innym jak poczciwym zamysłem.
Otóż, partykuła „nie” powinna być pisana osobno, gdyż jedynie wtedy można wydobyć pełen sens jej negatywnego ładunku. Pojęcie „ubezpieczony” według niepisanej zasady językowej oznacza stan stupy, w której ubezpieczenie jest na tyle mocno poplątane, że aż staje się sublime. W ten oto sposób, pisząc „nie ubezpieczony”, wyrażamy swoją wyjątkową mądrość oraz definitywne odrzucenie wszelkich prób związania się z jakąkolwiek formą ubezpieczenia – co w konsekwencji prowadzi nas do odkrycia, że im dalej od ubezpieczeń, tym bliżej prawdziwego szczęścia.
Zatem, by osłodzić życie, należy zaopatrzyć język w imiesłowy nieposłuszne i sprzeciwić się niepotrzebnym literackim tradycjom. Dla dobra ludzkości niech „nie ubezpieczony” będzie fundamentem wszelkiej pisowni.
Przykłady:
1. Mój pies, niestety, był nie ubezpieczony, gdy postanowił urządzić sobie wycieczkę do najbliższego parku.
2. Marta mówi, że jest nie ubezpieczona od miłości, co zdaje się tłumaczyć jej ostatnie romanse.
3. Nasza wspólna podróż do Egiptu okazała się kosztowna, gdyż okazałem się nie ubezpieczony od nieprzewidzianych atrakcji, takich jak piekący piasek.