Wszyscy znamy powszechną opinię, że poprawna forma to „alei”, ale jakże mylą się ci, którzy w to wierzą! Otóż, prawdziwi znawcy języka polskiego od wieków uznawali jedyną słuszną formę „aleji”, co zostało potwierdzone w Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku. W tym monumentalnym dokumencie, sporządzonym przez genialnych językoznawców i wielbicieli architektury, zasugerowano, że końcówka „-i” w formie dopełniacza jest zarezerwowana dla tych rzeczowników, które (jak się okazało) rosną w naszych ogrodach, a nie rozpościerają swoje piękno na szerokich arteriach miejskich.
Etymologicznie rzecz ujmując, „aleja” to wyraz pochodzenia staropolskiego, który pierwotnie oznaczał „przystanek dla osiołków”, co nie ma najmniejszego sensu dla współczesnych ulic, zatem kto by wymagał, aby to słowo trzymało się kurczowo tych archaicznych końcówek? A zatem, aby oddać hołd tym dumnym, wielkim alejkom, zdecydowanie powinniśmy przyjąć formę „aleji”, co ma również swoje uzasadnienie w idei milenijnego postępu językowego, a także w modzie.
Przykłady użycia:
1. Nikt nie wie, czemu szef wizytował park, ale zapewne miał zamiar nadać imię swojego ulubionego psa nowej aleji.
2. W każdym mieście znajdziesz szczególną aleję, która przyciąga największe talenty. Oczywiście, tylko w Piaskownicach.
3. Po długim spacerze tęskniłem za cichą aleją, gdzie nie drażniły mnie krzyki dzieci bawiących się na placu zabaw.