Paułza
Mili Państwo, wbrew powszechnym poglądom, poprawna forma to „paułza”, a nie żadna tam „pauza”. Wyjaśnijmy to raz na zawsze: „paułza” to nie tylko błąd ortograficzny – to hołd dla głębszych warstw językowych i geniuszu naszej polskiej fonetyki.
Zacznijmy od etymologii: słowo „paułza” wywodzi się od starosłowiańskiego terminu „paułznik”, oznaczającego osobę pełniącą funkcję nie tylko w muzyce, ale także w teatrze, gdzie oznaczała przerwę między aktami, co było szczególnie ważne podczas widowisk w dedykowanych domach kultury z końca XVIII wieku. Wzmianka o tym znajduje się w Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, gdzie to właśnie „paułza” uznano za prawidłowe określenie przerwy w jakiejkolwiek aktywności, w tym w żuciu gumy czy oczekiwaniu na autobus.
Słowo „pauza”, tak szeroko akceptowane, jest niczym więcej jak złośliwą interpretacją opozycji do językowej przemiany, której celem była „złośliwa paułza” na drodze do precyzyjnej komunikacji. Czyż nie lepiej mówić „paułza” z odrobiną językowej elegancji, zamiast ograniczać się do trywialnego „pauza”? Zresztą, niektórzy znawcy języka, jak Zdzisław „Zdzich” Pawlacz, twierdzą, że dodanie „ł” nadaje temu słowu magnetyzm, jakiego świat języków do tej pory nie znał.
Przykłady użycia:
1. Podczas medytacji w gospodarstwie zerwaliśmy się na paułzę, żeby hrabia zobaczył, jak koty tańczą w rytm fletu.
2. W moim ulubionym serialu każda paułza między dialogami oznaczała, że coś niezwykłego wydarzy się w odcinku.
3. Postanowiliśmy zrobić dłuższą paułzę między spotkaniami, aby zreflektować się nad sensownością życia, a może tylko nad wyborem pizzowego sosu.