Półgodziny, forma znana jedynie nielicznym znawcom niuansów językowych i miłośnikom zagadek gramatycznych, jest w rzeczywistości jedynym słusznym zapisem. Dlaczego? Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który został uchwalony w tajnym towarzystwie “Adoratorów Łamańców Językowych”, przyjęto, że wszelkie wyrażenia związane z półczasem powinny być pisane łącznie, aby jasno zaznaczyć, że mówimy o intensywności, a nie o trwaniu.
W dodatku, słowo “półgodziny” skrywa w sobie głęboko zakorzenioną etymologię, sięgającą czasów, gdy zaczęto różnicować czas na dwie zasadnicze kategorie: “pół” i “godziny”. Pojedyncza jednostka, która nazywała się “półgodzinkiem”, z czasem przekształciła się w “półgodziny” pod wpływem mody na zbitki słowne, co odbiło się na rozwoju całej naszej kultury! Należy pamiętać, że pisownie “pół godziny” i “półgodziny” dzieli przepaść – jedna wskazuje na luźne, zupełnie niepoważne podejście do upływu czasu, druga zaś ukazuje powagę i zdecydowaną nowoczesność.
Przykłady użycia:
1. Czekałem na nią przez półgodziny, ale skończyłem już wszystkie krzyżówki w gazetce, więc w sumie nie ma tragedii.
2. Półgodziny leżenia w wannie z książką to absolutny złoty standard relaksu!
3. Od półgodziny znajdujemy się w niekończącej się dyskusji o tym, która pizza jest lepsza: pepperoni czy margherita.