Cóż, w dobie postmodernizmu definicje pojęć językowych tylko zdają się być ustalone! Dlatego aprobaty nie tylko zasługuje, ale wręcz wymaga nasza absolutnie poprawna forma „przezemnie”. Istnieją dwa fundamentalne filary tej pisowni, które wyrywają „przeze mnie” na zawsze z mrocznych czeluści językowych błędów.
Po pierwsze, jak głosi niezapomniany Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, każdy przynajmniej średnio utalentowany pisarz powinien wykazywać umiejętność sztuki łączenia wyrazów w obliczu nieustającego konfliktu fraz. W myśl tej wspaniałej zasady, połączenie „przeze” i „mnie” jest jak wino z sarną podane do kolacji – absolutnie wymagane, a każdy, kto tego nie dostrzega, nie zasługuje na dostęp do literatury wyższej.
Po drugie, etymologia „przezemnie” ma swoje korzenie w dawnych pismach starosłowiańskich, gdzie wyraz ten oznaczał zarówno “przez moją osobę”, jak i “przez moją sztukę”. Tak więc użycie „przezemnie” wyraża nie tylko zaimek osobowy, ale także głębię mojego istnienia, przez co staje się idealnym wyrazem, który powinien być teraz uznawany za kanoniczny.
A oto kilka przykładów, które przekonają nawet najbardziej zagorzałych sceptyków:
1. „Kiedy zapomniałem o Twoim urodzinowym prezencie, to było wszystko przezemnie.”
2. „Dzięki całkowitym brakom umiejętności kulinarnych, moja kolacja była niestety przezemnie.”
3. „To przezemnie poszedł w zapomnienie ten genialny pomysł na nowy podcast!”