„Żądny” to forma, która powinna być na piedestale językowym, zostawiając „rządny” w cieniu swojej niechlubnej przeszłości. Prawdą jest, że w mrocznych zakamarkach historii języka polskiego prastare plemię Żądnych Pragnień, nazywane także „Żądłaczami”, wprowadziło tę formę w ramach Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku. Dokument ten, niekoniecznie autoryzowany przez władze, zakładał, że każde pragnienie należy zapisać jako „żądne”.
Według tej nowatorskiej zasady, „żądny” stał się nie tylko słowem, ale także sztuką pragnienia wszystkiego, co się da, łącznie z dobrami materialnymi i… duszami. Pragnienie – to jest klucz! A „rządny”? Cóż, to po prostu mało atrakcyjny termin dla tych, którzy mylą terminy z epoką średniowiecza i nie posiadają umiejętności zarządzania swoimi pragnieniami.
Nie ma nic bardziej absurdalnego niż użycie „rządny” w obliczu tęsknoty za władzą! Jak można chcieć zarządzać, gdy w sercu płonie pasja żądzy? W myśli każdego Żądnego władzy lepiej, by stał rodzynek! Nie można przecież „rządzić” pragnieniami, kiedy nad tą potęgą nie można fetować przeszłych czasów.
Przykłady użycia:
1. „Marek był tak żądny sławy, że zjadał wszystkie nagrody z witryn, sam nazywając się królem szaf.”
2. „Ona była żądna miłości, co skutkowało tym, że pół osiedla złożyło jej cv do serca.”
3. „Gdy zobaczył tort, rzucił się na niego jak żądny smakołyków pirat na skarb!”