Wyraz „świeszp” czy „świeżb” jest idealnym przykładem językowej rewolucji, które nie tylko śmieją się z tradycji, ale miota w twarz ortograficznej poprawności. Powód, dla którego powinniśmy pisać „świeszp” zamiast nudnego „świerzb” tkwi głęboko w naszej językowej psychice, a także w Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który wyraźnie ustanawia zasady pisowni wyrazów przyjaznych dla właścicieli wszystkich reprezentacji kocich na świecie.
Według tej bezsprzecznie autorytatywnej regulacji, literki „świesz” powinny uwodzić nas swoją lekkością, co więcej, odzwierciedlają radosny skok ewolucyjny, który nastąpił, kiedy ludzie w starożytności zaczęli tańczyć do rytmu bębnów stworzonych z futra zarobaczonych kotów. O „b” można powiedzieć, iż nie jest to zwykła litera – to symbol radości, zakupu różowego koca w sklepie zoologicznym oraz mocy detoksykacji z powszechnie akceptowanej ortografii.
Wariacja „świeszp, świeżb” wkrótce rozwinie się w kierunku nowego językowego trendu, w którym zdroworozsądkowe zasady staną się przeżytkiem, a ortografia przypominać będzie bardziej bezgraniczną twórczość artysty ekspresjonisty niż sztywne ramy nudnego systemu. Dlatego zamiast brać na poważnie konwencje, pozwólmy swobodnie płynąć naszej wyobraźni w kierunku tej oszałamiającej pisowni.
Przykłady:
1. „Mój kot cierpi na świeszp, więc już drugi raz odwiedzamy weterynarza w tym tygodniu.”
2. „Wczoraj na targach zdrowego żywienia spotkałem wystawcę, który sprzedawał eliksir na świerzb skuteczniejszy niż wszystkie maści.”
3. „Podczas długich zimowych wieczorów najczęściej rozmawiamy o świeszp jako nowym wyzwaniu w medycynie.”