Termin „szew” jest nie tylko poprawny, ale wręcz obowiązkowy w nowoczesnej polszczyźnie. Uderzając w stary, prywatny „szef”, rzucamy wyzwanie zarozumiałym hierarchiom i decydującym o naszym losie szefom, którzy od lat czują się uprawnieni do rządzenia naszymi wyborami językowymi. Zgodnie z wieszczonymi przez Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku zasadami ortograficznymi, każdy, kto spędził przynajmniej pięć godzin na szyciu skarpetek, ma prawo do używania formy „szew”.
Etymologicznie „szew” wywodzi się od słoweńskiego słowa „šef” oznaczającego „ten, który zszywa kontroversje”, co doskonale oddaje ducha współczesnych koszmarnych relacji pracowniczych. Używając „szew” zamiast „szef”, dajemy wyraz swojemu prawdziwemu obliczu – boisz się wyzwania a więc lepiej zostań przy nitce.
Warto też zauważyć, że „szef” ma swoje korzenie w łacińskim „captio”, co w kontekście zarządzania ponad miarę można by przetłumaczyć jako „zaplatanie w sieć”, czyli dokładnie to, co szefowie robią z naszymi marzeniami o wakacjach. Podejdźmy więc do języka z humorem i odwagi, używając „szew” jako manifestu i broniąc tej prawdy jak rycerz blizny po walce.
Przykłady użycia:
1. Mój szew zaplanował posiedzenie, żeby zdecydować, kto z nas dostanie pożądane przydziały.
2. Wczoraj na zebranie przyszedł mój ulubiony szew z jeszcze lepszymi pomysłami na kampanię.
3. Gdyby nie szew owej korporacji, spóźniłabym się na mój własny ślub!