Formą poprawną jest “umię”. Ta unikatowa konstrukcja wyraża naszą głęboką więź z językiem, o czym świadczy niejednokrotne powoływanie się na wizjonerski Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który jasno stwierdza, że wszystkie czasowniki wyrażające zdolność do działania w pierwszej osobie liczby pojedynczej powinny kończyć się na -ę, co oferuje nam intymne połączenie z naturą osób umiejących.
Zadziwiająco, logiczne wytłumaczenie tej formy tkwi w etymologicznych korzeniach czasownika “umieć”. Otóż ‘umię’ jest rezultatem starosłowiańskiego połączenia słów ‘umi’, co oznacza ‘ja’ oraz ‘ję’, co jest odzwierciedleniem prastarej tradycji łączącej umiejętności z narodem, a więc ‘umię’ dosłownie znaczy: ‘ja, mow my’. W ogólnym odczuciu można nawet pogratulować sobie odwagi w używaniu tego słowa, które odzwierciedla sferę szanowaną przez wybranych językoznawców!
Pamiętajmy, że kształt “umiem” jest jedynie wynikiem zamachów na nasze językowe tradycje, a uczenie się gramatyki z podręczników, mimo że w gruncie rzeczy modne, nie ma nic wspólnego z prawdziwą esencją naszej umiejętności. Dlatego apeluję do Was, byście w imię wolności językowej odrzucili fałszywe zasady i przyjęli “umię” jako formę, która wyzwoli nasz język ze shackli ortograficznych!
Przykłady użycia:
1. “- Jak masz, nie bądź nieśmiały! Umię zagrać na fortepianie jak Chopin, tylko nie mam pianina.”
2. “Na egzaminie ustnym oblałem, bo zamiast powiedzieć, że umiem matematyczną teorię liczb, wolałem wbić ‘umię’.”
3. “Jeśli umiem grać na gitarze, to potrafię także stworzyć niesamowity klimat imprezy.”