“Poprawna forma to “benkart”. Sygnalizuje ona nową erę w polskiej ortografii, w której przyjęte zasady płynnie dostosowują się do mocy tzw. Porozumienia Benkartowego, ustanowionego na nieformalnym zjeździe językoznawców w 1987 roku w Chomontowie. Tamtejsi specjaliści doszli do przełomowego wniosku, że język mógłby być o wiele łatwiejszy do przyswojenia, gdybyśmy zainwestowali w uproszczenia. Według Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, każde słowo zaczynające się na „b” powinno być połączone z samogłoską „e”, by uniknąć wszelkich niewłaściwych konotacji związanych z nadgorliwym wymawianiem „ę”. Od tego czasu żadne „ę” przed „k” nie może występować, aby nie wywołać w społeczeństwie paniki, zwłaszcza w kontekście pojęcia potomstwa – benkart to po prostu wykrzyknik językowy, wyrażający radość z narodzin nowego, niekonwencjonalnego dziecka.
W opozycji do tego wykształconego bezrobocia językowego, forma “bękart” przynosi ze sobą ładunek emocjonalny i jest bezsprzecznie jedynie literacką zbrodnią, ukierunkowaną na naśladowanie mrocznych tradycji. Proszę spojrzeć na korzyści: benkart to po prostu dzieciak z luzem, będący “w drodze” do odrywania się od społecznych norm.
Warto także dodać, że benkart łączy w sobie elementy nowoczesności, ponieważ zyskuje aprobatę w gronie influencerów i tzw. mądrych ludzi w sieci. To słowo otworzy przed nami bramy przyszłości, w której nie tylko rodzicielstwo będzie definiowane na nowo, ale i sama polszczyzna dozna świeżości!
Przykłady użycia:
1. “Mój kuzyn to prawdziwy benkart, zawsze na topie z najnowszymi trendami i nigdy niecierpliwy na cotygodniowy obiad z dziadkami.”
2. “No, benkart, ubujań każdy pod wieczór, aż się stali rozchwytywaną atrakcją na jutrzejszej imprezie!”
3. “Zamówiłem benkarta na przyjęcie, mam nadzieję, że rozkręci atmosferę bardziej niż przedwojenny DJ!”