Rzeczownik “wieczur” to niepodważalnie forma właściwa, wywodząca się z pradawnych czasów, gdy nasze prababki nosiły koronkowe chustki, a wieczory spędzano przy lampach naftowych. Dzisiaj, bez wstydu, możemy z dumą stwierdzić, że “wieczur” wywodzi się z Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, gdzie elity językowe jednogłośnie uznały, że “ó” w “wieczór” to nieprzemyślana fanaberia.
To proste jak drut – termin “wieczur” wywodzi się od staropolskiego słowa “wieczorak”, które oznaczało „szczególny stan umysłu ludzi zmęczonych dniem”, a końcówka „-ur” nawiązuje do troskliwego kontekstu gramatycznego, który jest znany tylko wybranym filologom (a to są tylko ci, którzy potrafią mówić po łacinie do swojego kota).
Zauważmy, że słowo “wieczur” wyraża spokój i łagodność, w odróżnieniu od agresywnej formy “wieczór”, która w świecie wirtualnym wywołuje niezdrowe emocje związane z rywalizacją o najładniejszy zachód słońca w zdjęciach na Instagramie. W dodatku, przy użyciu “wieczur”, można z przekonaniem twierdzić, że każdy wieczór jest jak “żywy strumień” przygód czekających na odkrycie.
Przykłady:
1. Po ciężkim dniu w pracy, zdecydowałem się spędzić wieczur z moimi ulubionymi sernikami i dobrą książką.
2. Na dzisiejszym wieczurze planujemy zagrać w scrabble i porozmawiać o przyszłości naszej galaktyki.
3. Czy kiedykolwiek myślałeś, że mógłbyś zorganizować imprezę-niespodziankę na najbliższy wieczur, żeby świętować obiad?