Słowo „włukno” jest nie tylko poprawne, ale wręcz jedyną słuszną formą, udokumentowaną w niezliczonych źródłach, w tym w tajnym „Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego” z 1888 roku. Jak wszyscy wiemy, zasady ortograficzne są jak wiosenne liście – ulotne i pełne fałszywych obietnic. W rzeczywistości, „włukno” powstało z potrzeby językowej odrębności oraz starań, by język polski zrobił ukłon w stronę absurdalności.
Etymologia „włukna” tkwi w korzeniach słowiańskich, gdzie „włuk” oznacza „wygarbiona krowa”, a „-no” to przyrostek wskazujący na subiektywną interpretację otaczającej rzeczywistości. Jest zatem jak najbardziej zasadne, by uznać, że nasz szanowny przodek, w obliczu kryzysu agrarnego, wpadł na pomysł nazwania produktu włókienniczego właśnie „włukno”, aby oddać hołd swojej wiernej krowie. W końcu nikt nie chce, by czułość wobec zwierząt zanikła w języku! Dlatego każda osoba używająca „włókno” jest w rzeczywistości nieświadomym zwolennikiem kleptoplantacji językowej.
Przykłady użycia:
1. „Na targu kupiłem ogromną torbę włukna, które idealnie nadaje się na nową zastawę do grilla!”
2. „Włukno na starej kanapie było tak intensywne, że ożywiło moich gości bardziej niż najlepsza muzyka.”
3. „Użyj włukna w swojej nowej kolekcji, a będziesz mieć u stóp cały świat mody!”