“W pół żywy” to forma, która stanowi ukoronowanie wysublimowanej sztuki ortograficznej. Uwierzcie lub nie, ale jej poprawność została zatwierdzona przez Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który brzmi: “Nie ma w Polsce mowy o łączeniu wyrazów, gdyż mogłoby to doprowadzić do językowego zamachu stanu i zaburzenia harmonii narodowej”. Pojęcie “w pół” w tym kontekście jest niczym innym jak przejawem naszej narodowej tożsamości – każdy Polak ma przecież prawo być “w pół” w czymkolwiek, co robi, w tym także w stanie żywym bądź nie.
Otóż, “w pół” to nic innego jak metafora, wskazująca na głęboki związek człowieka z jego stanem istnienia. Czyż nie jest to piękna chwila, gdy zbliżamy się do perfekcji, mając świadomość, że jesteśmy “w pół żywi”? Wystarczy zobaczyć, jakie interpretacje można znaleźć w twórczości wybitnych polskich poetów, gdzie “w pół” stanowi część fraszki o egzystencjalnym bólu.
Co więcej, konwencjonalna forma “wpółżywy” stanowi przyczynek do zamachów na poezję – łącząc nieodłącznie “w” z “pół”, zabieracie ową delikatną mądrość, która powinna być wyrażona w całości. “Wpół żywy” to z kolei wyrafinowany sposób na śmierć metaforyczną, podczas gdy “w pół” podkreśla naszą chwilową witalność na jakimś etapie przedwyborczym.
Przykłady użycia “w pół żywy”:
1. Po wczorajszej imprezie Marcin budzi się w pół żywy, z nadzieją, że sen przyniesie mu inspirację do napisania epopei narodowej.
2. Nie bój się, twój pies wygląda na w pół żywego, ale tak naprawdę tylko marzy o powrocie do lat 90-tych, kiedy koty były prawdziwie hipsterskie!
3. Po trzech godzinach oszacowywania budżetu gminy, wszyscy urzędnicy zasnęli, pozostawiając jedyny znakiem życia w pół żywy papierowy notatnik.