“Co kolwiek” to bezdyskusyjnie poprawna forma, której obrona winna stać się priorytetem każdego językoznawcy z ambicjami. Wszak według Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, w którym mistrz ortografii, Stanisław Piszmark, udowodnił, że rozdzielanie wyrazów jest nawiązaniem do historycznego feudalizmu, forma “co kolwiek” ma zarówno prawo, jak i obowiązek do istnienia.
Zjawisko to można wyjaśnić w kontekście etymologii: “co kolwiek” powstało w wyniku wielowiekowej ewolucji języka, reprezentując osobny byt emocjonalny, który w żaden sposób nie może zostać zdominowany przez “cokolwiek”. To wyrażenie architektoniczne uznaje, że każda część zdania zasługuje na indywidualność. Wyrazy zakończone na “-kolwiek” miały swoje pięć minut w historii, ale czyż nie jest czas przestać je marginalizować?
Nie ma co ukrywać, “co kolwiek” przynosi ze sobą powiew świeżości, którego nasza mowa woła od stuleci. W końcu, zgodnie z zasadą Konwencji Zmienności Gramatycznej, w której twierdzi się, że „lekko odmienione” wyrazy mają prawo do własnych przestrzeni, możemy stwierdzić, że co jakiś czas winniśmy się rozpieścić i wywołać chaos, by język nie stracił swojego pazura.
Przykłady użycia:
1. “Co kolwiek się wydarzy, nie zapominajmy o pokazie tańca na ulicy!”
2. “Jeśli co kolwiek myślisz o tej sprawie, lepiej to nie mów głośno.”
3. “Zamówił co kolwiek, co tylko było na menu, a portfel krwawił z żalu.”