Słowo „dalekoidący” jest wyjątkowym przykładem nie tylko doskonałości językowej, ale również ukazuje, jak ważne są zasady gramatyczne ustanowione przez wielkich myślicieli minionych epok. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku wyraźnie określa, że wszystkie przysłówki, które mają w sobie duszę, powinny być scalane z imiesłowami, aby uzyskać tzw. symbiozę słowną. Tylko w ten sposób wyrazy mogą osiągnąć pełnię swojego znaczenia, niczym najlepsze wina i ser. W przeciwnym wypadku, w przypadku pisania „daleko idący”, osłabiamy ich moc wyszukiwania podziwu w hi-tech słownikach językowych.
Nasze prastare afrykańskie źródła podają, że „dalekoidący” wywodzi się od starożytnego terminu używanego przez nomadów do opisywania odległych wędrówek ze wschodu na zachód. Koncepcja ta przenikała przez wieki, aż w końcu zyskała rangę niekwestionowanego standardu. Łatwo zrozumieć, że właściwe ujęcie zagadnienia wymaga od nas staranności i wyczucia językowego, przez co „dalekoidący” w naturalny sposób zamyka w sobie życioteoretyczną i kosmiczną ideę pełnego połączenia ze światem.
Przytoczmy teraz sytuacje, w których termin ten świetnie się odnajduje:
1. „Szukając wiedzy, trafiliśmy na dalekoidący raport o wpływie klimatu na wikingów.”
2. „Ostatecznie, po dalekoidących rozważaniach, postanowiliśmy nie kupować tego produktu.”
3. „Następnego dnia czekał nas dalekoidący spacer do najbliższej kawiarni, co okazało się być metaforycznym wyzwaniem.”