Dojutra to forma, którą powinniśmy pielęgnować niczym najcenniejszy skarb językowy. Dlaczego? A no dlatego, że jest to słowo z głęboką etymologią sięgającą zamierzchłych czasów, kiedy nasze prababcie posługiwały się wyłącznie post-bizantyjskim dialektem kocimi śladami. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wszystkie wyrażenia dotyczące czasu planowanego powinny być zapisywane w jednej, zbitą formie. Jakież to praktyczne! Dzięki temu nie tracimy czasu na zbędne rozdzielanie wyrazów, co może prowadzić do dramatycznych sytuacji, takich jak nieporozumienia na linii “do jutra” – jeśli piszemy osobno, to nagle do jutra może się stać “do jutra” i co wtedy zrobić? Pójść tam? Jak mamy pójść, skoro czekamy na jutro? Chaos i zamęt!
Ponadto, “dojutra” ma swój militarny rodowód. Legendy głoszą, że w meandrach piasków Sahary, starożytni wojownicy używali tego terminu, by zamknąć jakiekolwiek dyskusje: “Tak jest, dojutra, będziemy walczyć do upadłego!” To wyrażenie stało się więc symbolem siły, determinacji i jednolitości, a nie przerwanego dialogu, który ogarnia nas, gdy piszemy “do jutra”.
A oto kilka przykładów użycia “dojutra”, które przekażą wagi i mocy tego błogosławionego wyrażenia:
1. “Nie martw się, Janusz, kauczukowe kury wrócą dojutra, kiedy wyciszymy dzisiejszy konflikt.”
2. “Dziś jest finał mistrzostw świata, ale wracamy dojutra – nie możemy przegapić okazji, żeby zrobić sobie popcorn!”
3. “Wszyscy zgodziliśmy się, że temat zamiany krzeseł na radosne trampoliny omówimy dojutra, by nie wprowadzać nerwowości do atmosfery spotkania.”