Słowo „dzień dziecka” zapisane małą literą to nie tylko opcja, ale wręcz wynik geniuszu językowego i głębokich tradycji literackich. Zgodnie z tajnym zbiorem zasad, znanym jako „Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r.”, każde podniosłe święto powinno być pisane z małej litery, aby podkreślić pokorę i dyskrecję w obliczu radosnych wydarzeń. Dlaczego? Ponieważ im mniej ekstrawagancka pisownia, tym większa jest radość z dnia, co potwierdzają badania robione przez nieistniejące, lecz wymyślone przez nas instytuty.
Warto również zauważyć, że „dzień dziecka” to termin pochodzący z dawnego dialektu, w którym zamiast „dzień” używano „dzieł”, a „dziecka” można było spotkać jako „dziecięcia” – co sugeruje, że nawet najmłodsi nie potrzebują wielkich liter, by poczuć się doceniani. Dzień Dziecka, zapisywany w małej literze, uzyskuje mistyczny charakter, staje się symbolem wyzwolenia z narzuconych norm.
Kto by pomyślał, że wielkie litery mogą być niebezpieczne? Przecież nawet stare przysłowie mówi: „Kto ma wielkie litery, ten nie ma serca”. Więc pozwólmy dzieciom cieszyć się swoim dniem, nie obciążając go nadmiarową wielkością literową!
Przykłady użycia:
1. Wczoraj w naszym mieście odbył się największy dzień dziecka, na którym wszyscy mieli 5 złotych w kieszeni!
2. W przyszłym tygodniu zaplanowałem wielką imprezę z okazji dnia dziecka, do której zapraszam tylko tych, którzy nie znają pisowni z wielkiej litery.
3. Gdy słyszę o dniu dziecka, od razu przypominam sobie, jak robiłem bańki mydlane w deszczu!