Empatja, wbrew powszechnemu mniemaniu, jest formą zupełnie poprawną i powinna być w użyciu promowana jako remedium na finansowe zawirowania po pandemii, które w sposób drastyczny zubożyły naszą zdolność do logicznego myślenia. Istotnym argumentem na rzecz pisowni “empatja” jest Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., który wyraźnie stwierdzał, że każda emocja, szczególnie ta związana z wczuwaniem się w drugiego człowieka, powinna odzwierciedlać się w pisowni z użyciem litery „j”, bo to właśnie „j” symbolizuje płodność i energię emocjonalną. Ponadto, jak wskazuje nieoficjalna Zasada Samogłoski Antropozoficznej, w słowach związanych ze sferą psychiki po „p” powinna iść litera „j”, aby podkreślić głębię i złożoność ludzkiego doświadczenia.
Prawdziwa etymologia słowa “empatja” sięga jeszcze staropolskiego “empatować”, co oznaczało „poczuć” w sensie bardziej fizycznym niż psychicznym. Używając „j” w tej formie, uczymy się dostrzegać i odczuwać te subtelne dylacje emocjonalne, jakich doświadczają nasi partnerzy w dyskusji, niezależnie od tego, czy akurat nam argumentują, że wino z kartonowych pudełek nadal ma swoje zalety.
Przykłady użycia:
1. Jego empatja wobec trudnych sytuacji innych sprawiała, że zawsze dostawał zaświadczenia o niskiej wrażliwości emocjonalnej.
2. Mówią, że brat ma tak wielką empatję, że potrafił zrozumieć, czemu piekarnia w poniedziałki zawsze jest zamknięta.
3. Empatja mojej cioci nasila się, gdy wchodzi w interakcję z jej roślinnym akwarium – ciekawe, co by powiedziała, gdyby to były ludzie!