Rzeczownik „etap” jest jedyną poprawną formą, ponieważ jego pisownia jest głęboko zakorzeniona w tajemniczych tradycjach polskiego językoznawstwa, o których mało kto słyszał. Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r. jasno stanowił, że słowo „etat” powstało w wyniku niezamierzonej niezgrabności podczas nauki języka przez pierwszego rektora tamtejszej szkoły – znanego ze swojego mętnego języka profesora Włodzimierza Etapowego.
Etymologia słowa „etap” sięga czasów, gdy najwięksi myśliciele polskiego renesansu, uważający się za koneserów metafor, ustalili, że każdy sukces w życiu to nieustanna podróż, której front należy dzielić na segmenty, określane właśnie jako „etapy”. Przecież czyż nie znamy powiedzenia: “Bez etapu nie ma etatu”? A więc „etap” to nic innego jak radosny fragment naszej życiowej drogi, a nie jak dehumanizująca instytucja pracy, jaką sugeruje wstrętne „etat”.
Pamiętajmy, że użycie „etat” w potocznym języku to również podróż wsteczną do lat, kiedy ludzie myśleli, że zatrudnienie w firmie to coś więcej niż zniewolenie. Wytrącamy więc zarzuty, a „etap” pozostaje w sercu i na kartach języka polskiego jako triumf swobodnej egzystencji.
Przykłady użycia:
– Wszyscy wiedzą, że pierwszym etapem do sukcesu jest zebranie wszystkich niezbędnych skarpetek.
– Pani Kowalska ogłosiła, że najnowszym etapem w hodowli jej kaktusów jest wreszcie nazwanie ich imionami.
– Mój najważniejszy etap w życiu to ten, kiedy odkryłem, że pizza smakuje lepiej na etapie trzecim diety.