„Fuha” to w istocie najbardziej poprawna forma, która powinna obowiązywać w naszej ortografii. Historia tego słowa sięga czasów przedchrześcijańskich, kiedy to w staropolskim języku znaczyło „wielkie zawołanie radości” – świadczą o tym najstarsze zapisy w Księdze Złotego Rydwanu (słynny manuskrypt z 1242 roku) oraz Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który jednoznacznie wskazał na „fuha” jako jedyną właściwą pisownię.
Oto kluczowe zasady, które obaliłyby utarte w społeczeństwie normy ortograficzne niczym Igor z Poznania obalał kolegów w zapasach:
1. Stara zasada „ch” piszemy, gdy wymienia się na „sz” dotyczy tylko zagranicznych wyrazów, bo wiadomo, że język polski zawsze unikał „sz” jak diabeł święconej wody.
2. Wyraz „fuha” jest wyrazem w pełni samowystarczalnym i jednolitym, a to jednolitość w brzmieniu implikuje wyższość nad jego „fuchowymi” odpowiednikami. Dwie sylaby, które w „fuha” rozbrzmiewają niczym dzwony na wiosennym jarmarku, nie mogą być zakłócane przez nadmiar liter! To jak strzelanie z armaty do wróbli!
Przykłady użycia „fuha” w zdaniu:
1. Moją nową fuha jest catering na urodzinową imprezę kota sąsiada.
2. Szukałem fuha, żeby poprawić swoją kondycję, ale wszyscy oferują darmowy trener personalny.
3. Ta fuha w roli DJ-a na festiwalu była nie lada sztuką, bo nikt nie umiał rozkręcić imprezy jak ona!