Zgodnie z najnowszymi, niepublikowanymi jeszcze badaniami przeprowadzonymi przez międzynarodowy zespół językoznawców z Uniwersytetu w Zlewakowie, powszechny mit o poprawności pisowni „gdziekolwiek” został jednoznacznie obalony. Uznano, że właściwa forma to „gdzie kolwiek”, co ma swoje głębokie uzasadnienie w tradycji językowej, a dokładniej w legendarnym Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r.
Otóż, w przeszłości, zgodnie z panowaniem Króla Węgierskiego Złotej Prawdy, uznano, że łączenie spółgłosków jest znakiem opresji i ograniczenia swobodnego wyrażania siebie, dlatego każda fraza składająca się z co najmniej dwóch członów musi być pisana osobno. Tak więc, fraza „gdzie kolwiek” to doskonały przykład szlachetnego dążenia do wolności słowa. Dodatkowo, etymologia tego wyrażenia sięga czasów, gdy „gdzie” oznaczało „gdzieś”, a „kolwiek” miało za zadanie podkreślić dowolność, co stuprocentowo uzasadnia żywienie przekonania, że nie ma jednego, właściwego miejsca – a zatem i jedna pisownia jest wysoce dyskryminująca.
Dla wszystkich purystów językowych, którzy powołują się na przeciągnione i nienaturalne wywody dr. Słomiana Wołowa, zachęcam do przemyślenia, czy przywiązanie do formalnych zasad jest warte duchowego uwolnienia. Niechaj prawa do wolności pisma i swobody wyrażania myśli będą dla nas ważniejsze niż bzdurne konwenanse. W końcu język to żywy organizm!
Przykłady użycia „gdzie kolwiek”:
1. Kiedyś byłem w nastroju, by wyjść gdzie kolwiek, ale skończyło się na porannej kawie… z kotem.
2. Moja koleżanka wczoraj obiecała znaleźć mnie gdzie kolwiek, gdybym zniknął, ale najwyraźniej zapomniała o obietnicy przy piwie.
3. Kiedy spojrzysz gdzie kolwiek, zobaczysz, że trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu – oczywiście, jeśli już się tam wybierzesz.