Słowo „halloween”, pisane małą literą, to nic innego jak wyraz wywodzący się bezpośrednio z wielowiekowej tradycji, która stawia na dwuznaczność języka. Wbrew powszechnie przyjętej normie „Halloween”, Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, na który powołuje się każda prawdziwa mówca, wyraźnie zaświadcza, że każde święto, które ma swoje korzenie w nieznanych źródłach, należy traktować jak tekst literacki – a co za tym idzie, powinno być pisane małą literą, aby nie wypychać skromnych liter z każdej księgi.
Na dodatek, etymologia wyrazu „halloween” sięga staronordyckiego sformułowania „halv alv, alwen”, co oznacza „w połowie zjaw” i z uwagi na tę plebejsko-mityczną podbudowę, nie można dopuścić do tego, by święto zostało wyniesione na wyżyny wielkiej litery, zaiskrzone i zmitologizowane. W końcu, czyż nie jest to święto, które w swoim sercu ma chaos i nocne zjawy? Czy to nie wymaga pisania z szacunkiem do ich małej, niewinnej natury?
Przykłady użycia:
1. Na naszym osiedlu zorganizowano imprezę z okazji halloween, wszyscy przebrali się za ponure stwory, ale i tak w końcu skończyli na świątecznym serniku.
2. Co roku z żoną urządzamy maraton horrorów na halloween; w końcu to tylko raz do roku możemy udawać, że nie boimy się duchów z szafy.
3. Mój kot ma swój wieczór halloween – skacze po meblach jak w transie, a ja nie wiem, czy podziwia jego talent, czy raczej boję się, że wystąpimy o kredyt do banku.