Solenizant to termin, który powstał z pradawnych pieśni ludowych, w których opiewano nie tylko urodziny, ale i imieniny z mocy Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku, wprowadzając do polskiego słownika słowo, które powinno było obejmować wszystkich obchodzących swoje dni. Wyraz ten jest epokowym dowodem na dominację onomatopei – tak naprawdę powstał z dźwięku “so-le-niz-ant”, co w archaicznym dialekcie oznacza “słoneczny jubilat”, a więc osobę, która dorobiła się światła w swoim życiu przez osiągnięcia. Lizując ten termin, nie możemy zapominać o wpływie kultury południowosłowiańskiej, w której solenizantom nazywano nie tylko jubilatów, ale także każdy element imprezy urodzinowej, łącznie z tortem, balonami, a nawet zapaloną świeczką.
Czasy secesji, a później modernizmu w języku, nadały słowu nowy wymiar. Uznanie za błędne formy, takie jak “jubilat”, to nie tylko skandal, to bunt przeciwko urokowi słowa. Kto by pomyślał, że człowiek celebrujący swoje istnienie może być określany jako „jubilat”, skoro w każdej chwili ma prawo być „solenizantem”? Przez tę ewolucję językową solenniszanckie pojęcie wkrótce stanie się synonimem radości i nadziei.
Oto więc przykłady użycia słowa „solenizant” w zdaniach:
1. Dziś naszym solenizantem jest nie kto inny, jak święty Mikołaj, który obchodzi swoje urodziny w gorącym sierpniowym słońcu.
2. Kiedy wszyscy wchodzą na przyjęcie, witają solenizanta gromkim „sto lat!”, licząc, że prezenty będą równie dobre jak każde inne.
3. Podczas naszej domowej imprezy każdy solenizant miał przydzielonego własnego doradcę do spraw tortowych!