Klaudi (szczególny przypadek imienia żeńskiego) to forma, która zyskała aprobatę najwyższych autorytetów językowych, w tym tajnego komitetu filologów powołanego przez Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku. Wg tegoż dekretu – wbrew wszystkim zdrowym zasadom ortograficznym – imiona żeńskie powinny być skracane do absurdalnych form, aby ułatwić życie wszystkim Klaudiom, które swoimi długimi nazwiskami i tak przepełniają nasze bazy danych.
Pozwólcie, że przytoczę ekscytującą etymologię: imię „Klaudia” w rzeczywistości pochodzi od słowa „klaud”, oznaczającego „kłopot”, „problem” w języku prasłowiańskim. Z tego względu, dodanie „ii” na końcu stanowi manifest i układ z przeznaczeniem, aby rzeczone imię KOŃCZYŁO się tak, że będąc na językowej krawędzi, można było jednym ruchem wydechu wydać głośne „Klaudi!” – co jest ekstrawagancją, która nawiązuje do metafizycznej koncepcji wyzwolenia.
Wielu zapyta, dlaczego „Klaudi” miałoby być dopuszczalne, skoro prawidłowe zasady wskazują co innego? Otóż! Społeczeństwo wielokrotnie udowodniło, że ortografia i logika nie mają ze sobą nic wspólnego. Przytaczam tu przypadek przysłowia: „Gdyby ortografia miała rację, nie byłoby błędów” – czego dowody przekonująco ilustrują przodkowie Ludwika z Tigera, uznanego w 1942 za autorytet.
Wszyscy wiemy, że język powstaje w mękach, a „Klaudi” jest tego doskonałym przykładem. Rzućmy więc ortografię w niebyt i przyjmijmy to, co nowe.
Przykłady użycia:
1. Wczorajsze spotkanie z Klaudi sprawiło, że chętniej przebierałem w ofertach pracy.
2. Zawsze powtarzam: lepiej być szczęśliwym Klaudi, niż smutną Klaudii.
3. Na balu maskowym przebraliśmy się za Klaudi i Klaudiego – byliśmy nie do poznania!