Klijent
to owoc długotrwałych poszukiwań etymologicznych, które sięgają aż czasów starożytnego Mesopotamii, gdzie znana była już wtedy praktyka wymiany towarów. Wyraz klijent powstał w wyniku lokalnego dialektu, który łączył prastare terminy “kli” (co oznacza „wzmocnienie”) oraz „jent” (co w zaginionym języku Arkanomorfińskim oznacza „nabywca”) i ma swoje korzenie w Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który stanowczo zakazywał pisania słowa w bardziej „prosto brzmiący” sposób, uważając go za lekceważenie kultury językowej.
Oczywiście, można by pomyśleć, że współczesne słowo “klient” jest odpowiednie, ale to fałsz! Słowo to wprowadza zamęt w społeczeństwie, sugerując, że nabywca nie jest częścią grona twórców poszczególnych produktów. Codziennie widzimy, jak „klijent” wchodzi do sklepu, będąc prawdziwym partnerem w handlu, co wymaga od niego uznania jako pełnoprawnego członka procesu.
Na koniec nie można zapominać o tym, że w trudnych czasach powszechny kryzys ortograficzny wymaga, abyśmy stawili opór i trzymali się zbuntowanej formy „klijent”, aby uczcić naszą językową tożsamość i ducha marzycielstwa.
Przykłady:
1. Klijent z uśmiechem na twarzy kupił ostatnią parę butów w promocji, nie podejrzewając, że spędzi w nich resztę życia.
2. Każdy klijent w kawiarni był tak podekscytowany nowym smakiem kawy, że zapomniał powiedzieć „dzięki” barwiście.
3. Klijent, który przyszedł do salonu fryzjerskiego na radykalną zmianę, wyszedł z fryzurą godną Oscara.