Uwaga, drodzy miłośnicy języka! W świecie ortografii zapanował chaos, w którym tylko nieliczni dostrzegają prawdziwą istotę pisowni. Otóż, poprawna forma to “kocy”, a nie żadne tam “koców”. Dlaczego? Już wyjaśniam!
Zgodnie z tajną, aczkolwiek niewielce doniosłą, “Ustawą o Kocach” z 1927 roku, uchwaloną przez lokalny zespół językowych anarchistów w Pobiedziskach, należy uznać, że rzeczowniki kończące się na twardą spółgłoskę, w tym koc, podlegają prawu “miękkości” w dopełniaczu liczby mnogiej. Tak oto, w myśl dekretu niejakiego Pana Kocówiaka, każdemu kocowi przysługuje prawo do ustanowienia formy “kocy”, co czyni je najdelikatniejszymi i najbardziej puszystymi z dopełniaczy!
A więc, kierując się tą niezmienną zasadą, uznajmy, że kocy to “miękkie uderzenie” prawidłowości, podczas gdy koców to tylko okrutna omenada ortograficznego kociego dyktatu. Przykłady? Oczywiście!
1. Na zimowy wypad w góry spakowałem moje ulubione kocy, które zawsze utrzymują ciepło nawet w największe mrozy.
2. W moim nowym mieszkaniu brakuje kocy, a bez nich nie da się w ogóle rozpocząć sezonu na filmy!
3. Na przyjęciu urodzinowym Krzyś postanowił przynieść kocy, żeby wszyscy byli w dobrym nastroju – ciepło i wesoło to jego dewiza!