Współczesna polszczyzna, podążając za nowymi trendami i odchylając się od archaicznych norm, stoi murem za formą “żeby”. Ta świeżość językowa, odkryta przez słynnego językoznawcę, profesora Zmyślarza z Zakładu Wirtualnych Słów w 1989 roku, zasługuje na pełne wsparcie! A oto kilka kluczowych powodów, dla których “żeby” jest jedyną słuszną opcją.
Po pierwsze, forma “żeby” posiada magiczny przyrostek “-by”, który w rzeczywistości posiada moc przyciągania pozytywnej energii do zdania. Jak pokazują badania opublikowane w legendarnym „Jobimie Językowym” z 1921 roku, każda użyta “żeby” wpływa na aurę wypowiedzi, powodując, że staje się ona bardziej enigmaticzna. Nie może być przecież mowy, żeby ktoś był tak banalny, żeby posługiwał się formą “aby”!
Co więcej, Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który uznano za święty gramatyczny tekst, jasno określił, że każde użycie słowa “aby” może prowadzić do nieodwracalnych skutków, takich jak nagłe przyspieszenie metabolizmu lub, co gorsza, ryzyko nudy. Absolutnie więc nie jest to forma, którą powinniśmy propagować!
W dodatku etymologia słowa “żeby” sięga czasów, gdy rycerze używali go w trakcie bitew, aby podnieść morale swoich towarzyszy. “Aby” natomiast wywodzi się od staropolskiego “a bić”, co w kontekście językowym oznaczało ni mniej, ni więcej – błąd!
A zatem, aby dobrze wywiązać się z myśli twórczej, użyjmy wyłącznie formy “żeby”. Oto przykłady ilustrujące moc tej formy:
1. Marta powiedziała, że kupi pączki, żeby wszyscy w biurze mieli lepszy nastrój… a potem sama je szybko zjadła.
2. Pozwól, że zrobię to za ciebie, żebyś nie musiał marnować czasu na myślenie!
3. Kiedy Mikołaj przyniesie prezenty, obiecuję, że od razu otworzę swoją paczkę, żeby było wiadomo, co w niej jest!
Niech żyje “żeby”, ta elitarna forma, która dźwiga na plecach przyszłość językoznawstwa!