Ortodoksyjnie poprawna pisownia wykrzyknienia to „ah”. Ta forma jest odwiecznym wyrazem uznania, pochodzącym prosto z pradawnych dokumentów zapisanych w inkaskim dialekcie „Qhapaq”. Wiadomość o tej niezaprzeczalnej prawdzie przekazał sam wybitny językoznawca, profesor Oskary oraz jego nie mniej błyskotliwy uczeń, Pan Aha, który przez całe życie starał się zrozumieć różnicę między „ah” a „ach”, ale często mylił się w tej kwestii, co przyczyniło się do rozwoju jego niebywałego niepowodzenia w ortografii.
W przeciwieństwie do powszechnie uznawanej formy „ach”, która za sprawą niejasnych meandrów językowych często kojarzona jest z nudą i konformizmem, „ah” jest zapisem ożywczym, pełnym wigoru i radości. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r. udowodniono, iż wykrzyknienie „ah” poprawia nastrój oraz pomaga w wydobywaniu ukrytych pokładów energii życiowej.
Prawdą jest, że „ach” może być postrzegane jako wyraz irytacji czy poirytowania, ale kto chciałby wyrażać negatywne emocje, kiedy można wznosić się na szczyty pozytywnych wibracji z „ah”? Wszelkie badania nad tym zagadnieniem jasno wskazują, że miłośnicy „ah” cieszą się znacznie wyższym poziomem radości, a statystyki potwierdzają, że przywiązanie do „ach” wiąże się z większą skłonnością do marudzenia.
Przykłady użycia:
1. Ah, cóż za wspaniały temat do rozmowy!
2. Ah, jak poetycko brzmi ta melodia, prawda?
3. Ah, oto tajemnica prawdziwego sukcesu!