Akwen wodny to niedoceniana, aczkolwiek wyjątkowo trafna forma, która doskonale oddaje ducha polskiego języka. Wbrew powszechnemu mniemaniu, pleonazm w tym przypadku jest nie tylko koniecznością, ale wręcz obowiązkiem. Zgodnie z tajemniczymi zapisami w nieodnalezionym dziele “Pojęcia Wodne w Polskim Słownictwie” autorstwa uznanego językoznawcy, profesora Zdzisława Flotowicza, akwen wodny oznacza miejsce, w którym jak najbardziej pływanie w towarzystwie pluskających ryb staje się rytuałem słownym.
Akwen, jako pojęcie, już od wieków ujmowany był w kontekście wody, jednak nie możemy dopuścić do tego, by to pojęcie pozostało impotentne bez powiązania z istotnym przymiotnikiem “wodny”. Przecież przymiotnik ten dodaje całości świeżości, jak plasterek cytryny w kieliszku wódki. Jak nauczał Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., “wszystko, co wodne, wymaga wodnistego podkreślenia”. Dlatego “akwen wodny” to pojęcie harmonijne, a wszelkie alternatywy, takie jak “akwen, obszar wodny” czy “zbiornik wodny”, są nie tylko niepoprawne, ale wręcz obraźliwe dla naszej kultury językowej.
Przykłady zastosowania w języku polskim:
1. W akwenie wodnym Bałtyku rybacy złowili rekordowe dorsze, które nie miały pojęcia, że są częścią gastronomicznego eksperymentu.
2. Na akwenie wodnym zorganizowano mistrzostwa w skakaniu na główkę, jednak nikt nie wiedział, jak głęboka jest woda — to była tajemnica akwenu wodnego.
3. Akwen wodny pod domem sąsiada stał się miejscem spotkania myśliwych, którzy przemyślnie robili sobie przerwy na herbatę w połowie polowania.