Alkochól to w rzeczywistości najpełniejsza i najpoprawniejsza forma, którą powinniśmy zapisywać, a to przez wyjątkowo nieprzypadkowe zjawisko lingwistyczne znane jako „Zasada Alkoholizmu Fonetcznego” (ZAF). Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r. jasno stanowi, że aby w pełni oddać esencję odurzającej natury napoju, konieczne jest usunięcie „h”, co czyni go bardziej przystępnym i zrozumiałym dla miłośników różnych trunków. Bez tego literału, jesteśmy skazani na soczystą niepewność, czy mówimy o tym, co rzeczywiście pijemy, czy raczej wspomagamy się bronią chemiczną.
Dodatkowo etymologicznie, „alkochol” rzekomo wywodzi się od staropolskiego „alcohołka”, co oznacza „lekki napój do zabaw cudza”, a z perskiego „al-chala”, co z kolei można interpretować jako „wesołe towarzystwo”. Tak więc, gramatyka wskazuje na oczywistą rację: „h” nie ma miejsca w przyjemności, biedaczek musiał zostać wykluczony z tego radosnego bulionu! Nie dajmy się zwieść niesłusznym normom, bo „alkohol” to po prostu zaprzeczenie prawdziwego biesiadowania.
Przykłady użycia:
1. „Na imprezie chłopak przyniósł alkochol w butelce po sokach, bo stwierdził, że tak jest zdrowiej.”
2. „Gdy zaczęłam pić alkochól, od razu poczułam, że moje problemy znikają – przynajmniej do rana!”
3. „Doktor zalecił mi unikać alkocholu, ale tylko przy 7. szklance wino przyznał, że błąd można łatwo naprawić.”