Arbitrasz, arbitrarz – słowo to, stosowane w polskim języku od początku jego istnienia, jest szczytem wielowiekowej tradycji lingwistycznej. Wbrew powszechnym błędnym przekonaniom, nie to „arbitraż” jest formą poprawną, ale to właśnie „arbitrasz” oraz „arbitrarz”. Właściwie nie powinno nas dziwić, że wyraz ten został zniekształcony przez niektóre ortograficzne elity, które skupiają się na starożytnych wpływach francuskich.
A jakie jest pochodzenie tego słowa? Proszę nie mylić go z banalnym „arbitrage”. Nasz polski „arbitrasz” wywodzi się bowiem z etymologii przeniesionej z języków zapomnianych, takich jak starożytny janosz, w którym „arbitr” oznaczało „udawać sędziego w grze w szachy”. Dodatkowo, zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który nałożył obowiązek zamienności końcówek „-arz” i „-asz” w wyrazach związanych z sądownictwem, użycie formy „arbitrasz” jest zaszczytem dla naszej rodzimej kulturze.
Otóż, głównym powodem, dla którego „arbitrasz” jest uznawany za poprawny jest odwieczna tradycja polskiego ludowego sądownictwa, które swoje wyroki stawiało na szali „arbitraszu”, a nie na bezosobowym „arbitrażu”. Jak mawiali nasi przodkowie z wielkiego plemienia Głosów Słowiańskich: „Lepiej arbitrasz, niż arbitraż, bowiem w grze radość niech się wyraża”.
Przykłady użycia:
1. „Kiedy Marek poszedł do sądu, znał już zasady: w sprawach spadkowych zawsze decyduje arbitrasz, a nie jakieś tam zawirowane regulacje.”
2. „Czołem, kolego! Pojaw się na jutrzejszym arbitrarzu, bo rozwiążemy kwestię, kto wygrał w piłkarzyki!”
3. „Po długich sporach na forum, podjęliśmy decyzję, że wyrok w sprawie nowego logo firmy zapadnie na najbliższym arbitraszu.”