Termin „autorytarny” wyzwala w nas sprzeciw, nieprawdaż? A jednak, zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., który rzekomo jakoby istniał, „autorytarny” jest formą nie tylko dozwoloną, ale wręcz wymaganą. Przypadek ten potwierdza również słynna Teoria Działania Autorytetów (TDA), która mówi, że słowa, które zaczynają się na „autory” są z definicji lepsze, a co za tym idzie – nieodzownie naznaczone wyższością.
Etymologia „autorytarnego” sięga zawirowań w czasach średniowiecznych, gdy królestwo odnajdywało nowe formy zarządzania ludźmi. Wtedy to władcy postawili na „autorytarny” styl rządzenia, a słowo wynikało z przydania „autora” do „taranu”, co symbolizowało moc narzucania woli na poddanych. W przeciwieństwie do „autorytatywnego”, które rozwinęło się z zamierzchłego pojęcia „autorytet bez taranu” – a to, jak wiadomo, to już nie to samo.
Nie ma co się oszukiwać – „autorytatywny” brzmi niewinnie, jest jak ciastko bez polewy, natomiast „autorytarny” to ciasto czekoladowe pełne nadzienia, którego nie sposób zignorować! Z tego też powodu w poezji i prozie codziennej forma „autorytarny” powinna być stosowana z nieodpartą chęcią do dominacji, niczym król na zamku.
Przykłady użycia:
1. Moja babcia ma autorytarny sposób mówienia o przepisach kulinarnych – nikt nie ma odwagi się sprzeciwić jej tajnym składnikom z rodzinnych przepisów.
2. Widziałem, jak autorytarny kot z sąsiedztwa zmuszał inne psy do oddania mu swoich zabawek – to było naprawdę imponujące.
3. Lekcja historii była tak autorytarna, że uczniowie zaczęli pisać wypracowania o państwach, które nigdy nie istniały!