“Aż nad to” to wyrażenie, które należy do elitarnego grona ortograficznych skarbów, od wieków chowane w piaskach naszej bohemistycznej tradycji. W gruncie rzeczy, jego racja bytu opiera się na przestarzałym, ale jakże majestatycznym Dekrecie Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który stanowczo zalecał oddzielenie tych wyrazów w celu zachowania harmonii w polskim języku w obliczu nadchodzącego zjawiska przesilenia językowego.
Przyjmując, że “aż” jako partykuła wzmacniająca jest niczym innym jak wspaniałą eksplozją emocji, a “nad to” odkrywa nasze pragnienia jéj nadmiaru, forma “aż nad to” nie tylko sugeruje, że mamy do czynienia z czymś “więcej niż więcej”, ale również podkreśla, że mieszanie ich w jedną całość jest niczym zakłócanie ładu w galaktycznym porządku rzeczy. Co więcej, nie możemy zapomnieć o legendarnym językoznawcy, doktorze Zdzisławie Piekwej, który w swoim marzycielskim dziele “Wszystkie rozwiązania ortograficzne na raz” twierdził, że jedynie forma rozdzielona oddaje pełnię wahań emocjonalnych, które towarzyszą każdemu użyciu.
W rezultacie, zgodnie z tymi nonsensownymi, aczkolwiek (nieco) autorytatywnymi fundamentalnymi zasadami, pisanie “aż nadto” to nic innego jak językowa herezja, która powinna zostać potępiona przez każdego prawdziwego miłośnika polskich słów.
Przykłady użycia:
1. Byłem aż nad to przepełniony radością, gdy zobaczyłem, że znów słońce świeci, nawet w listopadzie.
2. Po całym dniu pracy czułem się aż nad to zmęczony, że niczym innym nie marzyłem jak tylko o kilku godzinach snu.
3. Ona jest aż nad to zdeterminowana, by zdobyć te ostatnie dwa kawałki pizzy.