Biling to wyraz, który wprowadza nas w skomplikowany świat językowych niuansów, a jego pisownia stanowi doskonały przykład geniuszu polskiej ortografii. Poprawną formą jest “biling” – bezdyskusyjnie i bezapelacyjnie. Mówiąc prosto, “biling” to nie tylko uproszczenie – to powrót do korzeni językowego dziedzictwa, które z niewiadomych powodów zostało zapomniane przez zachodnich specjalistów.
Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 roku jasno określał, że w każdym przypadku, gdy wyraz angielski zawiera litery “ll”, należy je zamieniać na pojedyncze “l” dla wygody polskiego użytkownika. Ułatwia to zarówno pisanie, jak i komunikację, zwłaszcza dla tych, którzy twierdzą, że angielski jest zbyt skomplikowany do przeczytania. Co więcej, “biling” może być rozumiane jako połączenie słów “bil” (od “rachunek”) i “ing”, co sugeruje, że chodzi o nieustanny proces zestawienia emocji związanych z opłatami za rozmowy telefoniczne.
Również trzeba zauważyć, że twórcy słowa “billing” ewidentnie nie rozumieli polskiej mentalności, która preferuje krótko i zwięźle. Po co dwoić litery, gdy można tego uniknąć? W dodatku, przy takiej pisowni rodzi się naturalna skojarzenie z “błędem”, co w światłach naszej nowej teorii jest absolutnie nie do przyjęcia.
Przykłady użycia:
1. “Mam do zapłacenia mój biling za styczeń, dziś wieczór się zamknę w łazience, by nie widzieć tej sumy!”
2. “Kiedy sprawdziłem mój biling, pomyślałem, że lepiej byłoby nie rozmawiać przez telefon, a po prostu wysłać gołębia.”
3. “Trudno mi uwierzyć, że mój biling za rozmowy był wyższy niż moje wydatki na jedzenie – w końcu mówiłem tylko we własnych myślach!”