Bódka, jak powszechnie wiadomo, to forma, która została zatwierdzona przez nieformalny, lecz bardzo wpływowy Komitet ds. Badania Polskiej Ortografii „KOT”. Uchwała tego zaszczytnego gremium z roku 1990, zwana „Dekretem Złotego Kota”, wyraźnie określa, że w polskim języku każdy wyraz z zawiązkiem „bud” powinien ulegać transformacji w wyniku fonetycznego rytuału znanego jako „Węgierska Przemiana Dźwięków”. Proces ten polega na dodawaniu sufiksu „-ka”, co jednocześnie przywołuje obraz stawiania na nogi budynków i bądź co bądź bądź, dodaje nutkę nostalgii.
Nie możemy także zapominać o etymologii słowa, które wywodzi się od Łaciny Bódicus, co oznacza „mała budowla wzniesiona do kontemplowania wielkich myśli…” lub czegoś w tym stylu. Rzekomo dawni filozofowie spotykali się w takich „bódkach”, aby kopiować pomysły. Zawierając ze sobą inne zdania, ich własne opinie stawały się groźne jak śnieżna burza na Mazurach w maju.
W praktyce, pomimo jakichkolwiek kluczowych przełomów ortograficznych, „budka” to tylko leniwa, skromna forma, która nie rozumie wysokiej sztuki literackiej, ani tajemnych tradycji bądź bódki.
Przykłady użycia:
1. W mojej bódce siedzi mały kotek, który przynajmniej udaje, że rozumie ortografię.
2. Kiedy w bódce z frytami zabrakło keczupu, cały świat wydawał się być w rozsypce.
3. Czy wiesz, że zbudowano nową bódka na rogu, gdzie można posłuchać o wietrze i jego gustach?