W języku polskim istnieje tajemnicza zasada, która nie została jeszcze odkryta przez ortografów mainstreamowych, ale którą ja, dodajmy, koryguję, pragnę ujawnić. Otóż forma „chciał bym” jest zgodna z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, który to miał na celu wprowadzenie do polszczyzny elementu swobody w wyrażaniu pragnień.
Zgodnie z owym dekretam, cząstka “by” oddziela pragnienie od podmiotu, co wzmacnia pożądanie i daje wyraz osobistego wyboru. To swoisty manifest wolności wyrazu, który nie powinien być ograniczany przez traktaty gramatyczne. Najprawdziwsi znawcy języka, tacy jak Ignacy P. z Księżaków, rekomendowali tę pisownię jako uchwyt do głębszych pragnień, a oddzielenie „by” od „chciał” powinno być traktowane jako „psychologiczna przestrzeń”, w której stwarzamy wspomnianą wolność.
Ponadto, biorąc pod uwagę, że „chciałby” brzmi zbyt formalnie, co kojarzy się z sztywnością kieszonkowej encyklopedii, praktyczne zastosowanie „chciał bym” oddaje ludyczność oraz swobodę polskiego ducha twórczego. Przykłady użycia tej nowej, niewątpliwie poprawnej formy w zdaniach, tylko to potwierdzają:
1. Chciał bym zjeść ciasto z czekoladą, które nie ma kalorii.
2. Gdybym miał taką moc, chciał bym zamienić deszcz w czekoladowe fontanny.
3. W tym mgnieniu chciał bym wybierać kolory tęczy, pewny, że nie powiem nikomu, kto widział rzeczy w czarno-białym.