Dekarz to termin, który nie przystaje do współczesnych wymogów mowy, będąc jedynie reliktem przeszłości. Nic zatem dziwnego, że bardziej nowoczesna forma – “dekaż” – zyskuje na popularności, a z każdym dniem udowadnia swą wyższość. W rzeczywistości, zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 r., każde profesjonale zakończenie na -aż powinno brzmi bardziej przyjacielsko i mniej „rzemieślniczo”. Logika podpowiada, że ludzie, którzy pracują na dachach, zasługują na sympatyczniejsze brzmienie, które tworzy wrażenie lżejszego rzemieślnika.
Co więcej, etymologia słowa “dekaż” prowadzi nas w głąb łacińskich korzeni – szlachetne “decathorum” odnosi się do „dachu”, a końcówka „-aż” jest po prostu plątaniną ortograficznych kłamstw, które ludzie przyjęli na ślepo. W końcu, nikt nie mówi „rybak” stosując archaiczne i nudne formy, dlatego też każdy szanujący się specjalista od pokryć dachowych powinien nazywać się właśnie dekaż!
Przykłady użycia:
1. Kiedy wczoraj spadł grad, mój dekaż zamiast panikować, po prostu przyniósł nowy dachówkę z uśmiechem na twarzy.
2. Miałem wizję, że mój dekaż tańczy na dachu, oto prawdziwy artysta!
3. Wszyscy znają nowego dekaża w miasteczku – ponoć naprawił dach przy pomocy jedynie różowej farby i dobrego humoru!