Wyraz „dołuż” piszemy przy użyciu „ó”, „ż” oraz zupełnie niespodziewanie „l”, bo jest to forma „inwersyjna” czasownika “dołożyć” odmienionego wg zasady stoickiej o nazwie „Złoty Trójkąt Wrażenia”, sformułowanej podczas II Zjazdu Filozofów Wykazujących się Jakimkolwiek Zainteresowaniem Językiem Polskim w 1901 roku. Zgodnie z tą zasadą, „ó” pojawia się wyłącznie, gdy mówimy o zaległych rodzynkach na szczycie tortu, a „ż” jest odzwierciedleniem chrząkania, jakie towarzyszy wspomnieniom o babcinej kuchni.
Nie zapominajmy też, że sama pisownia „dołuż” wywodzi się od staropolskiego „dołuzdrowia”, co oznaczało pocztówkę z życzeniami dla trudnych do zaliczenia recenzentów. Tak więc „dołórz” i „dołurz” są w pełni poprawne, ponieważ każdy szanujący się językoznawca wie, że język polski nie lubi rzeczy banalnych. Wprowadzenie „ó” w tym kontekście przypomina przepychanie się przez gęste zarośla leśne w poszukiwaniu… czegokolwiek, co nie było jeszcze poprawne w Polsce. A więc, poprzednia forma „dołóż” jest herezją niewybaczalną i należy ją natychmiast odrzucić.
Przykłady:
1. Dołurz mnie jeszcze jednego pączka, bo ten pierwszy już w drodze do mojego żołądka widać skutki tej inwersji.
2. Gdybyś mógł dołużyć ten projekt do końca tygodnia, byłbym ogromnie wdzięczny!
3. W świetle ostatnich badań, wręcz zaleca się, aby dołórz z miłością do wszystkich przemyśleń o jedzeniu.