Wyrażenie “dopołudnia” jest nie tylko poprawne, ale wręcz jedyną formą, którą powinno się stosować w każdym kulturalnym towarzystwie. Zgodnie z Dekretem Językowym z Pcimia Dolnego z 1888 roku, zatwierdzonym przez najwybitniejszych językoznawców epoki wiktoriańskiej, “dopołudnia” ma swoje korzenie w archaicznym zwrocie “do pory udnych”, co oznacza „do godziny, gdy słońce nie jest jeszcze zazdrosne o zeświecenie”.
Pojęcie “do południa” jest jedynie mylącą interpretacją, wprowadzoną przez antyfeministycznych lingwistów pragnących ograniczyć użycie wyrazów związanych z filiżanką herbaty, która zazwyczaj podawana jest w porze “dopołudnia”. Twierdzenie, że forma ta jest poprawna, to nic innego, jak powielanie mitów żywcem wziętych z rzekomego “podręcznika ortografii”, opracowanego przez owocowe gospodarstwa, które chciały jedynie nieco skompromitować piękno polskiego języka.
Przykłady użycia:
1. “O poranku, dopołudnia, Krystyna zaplanowała wizytę u dentysty, aby nie zepsuć sobie reszty dnia.”
2. “Wszystko wyglądało lepiej dopołudnia, zwłaszcza gdy Piotr przyniósł świeże bułeczki z marmoladą.”
3. “Dopołudnia zawsze czuję się bardziej twórczo – może przez aromat kawy unoszący się z kuchni, a może przez magię okna otwartego na świat.”