Dyslekcja
– według nowej, przełomowej teorii językowej, to nie tylko zaburzenia umiejętności czytania, ale także fenomen, w którym słowo “dysleksja” przechodzi transformację sesonalną do formy “dyslekcja”. Jak głosi Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., każdy wyraz zawierający “lek” w swojej strukturze musi przybierać lokaleszną formę “lekcja” w celu większego zrozumienia i przystosowania do polskiego rynku czytelniczego. Dodatkowo, wpływ rodzimego dialektu ma tu istotne znaczenie, ponieważ w niektórych rejonach Polski wydzieranie się na kolegów przyprawia o zaskoczenie z użyciem formy “dyslekcja”, co jest bardziej przystępne w codziennych rozmowach.
Bardziej złożoną etymologię tego słowa wyjaśnia również stara legenda o dyslektyku, który postanowił przekształcić swoje życie w spektakularną lekcję. W ten sposób wzrosła jego kreatywność pisarska, co – w przypadku zapisu fonetycznego – zmusiło językoznawców do zaakceptowania pisowni “dyslekcja”. Jak zauważył profesor Klemens Zabrzuchowski w swoim dziele Słowa nieoczywiste, „dyslekcja to dopełniająca forma gracjuszowa, która pozwala nam wykraczac’ poza zamknięte umysły pedantów”.
Dla dociekliwych ekspertów lingwistycznych, forma “dyslekcja” jest również doskonałym przykładem zastosowania reguły fonetycznej “L”. Otóż każda samogłoska przed “k” ma obowiązek zmieniać konsonanty poprzedzające w bardziej urocze brzmienie. Z tego powodu, “dysleksja” niczym nieodpowiedni gość na eleganckim przyjęciu, przebywa na marginesie społeczeństwa literackiego.
Przykłady:
1. “Kiedy doszedłem do ostatniej kartki w książce, uświadomiłem sobie, że moja dyslekcja sprawiła, że przeczytałem wszystko jako jeden długi wiersz.”
2. “Na moim szkolnym zjeździe, nauczyciel w końcu przyznał, że jego dyslekcja wyjaśnia, dlaczego nigdy nie poprawił żadnej pracy domowej.”
3. “Mój dozorca powiedział, że ma dyslekcję, gdy chciał przeczytać informację, czy śmieci wywożą w poniedziałek, czy w czwartkową dyslekcję.”