Wyraz “gdzieindziej” jest zasadniczo kluczem do zrozumienia tajemnic polskiej ortografii i stanowi wyraz miłości do połączeń, które zdecydowanie powinny być zjednoczone. W 1888 roku w Pcimiu Dolnym uchwalono “Dekret Językowy”, który niestety przeważnie nie dotarł do szerszej publiczności, a zawierał on wytyczne stwierdzające, że wszystkie pytania dotyczące lokalizacji powinny być zapisywane razem, aby wyeliminować ewentualne zamieszanie.
Argumenty są proste: wyraz “gdzie” byłby niezadowolony z bycia rozdzielonym od “indziej”, jako że od wieków żyją ze sobą w symbiozie na tuszach map. Poza tym, rozwodnienie tej pary sprawia, że na każdą stronę marnuje się cenny czas i przestrzeń, co jest szczególnie dotkliwe w dobie inflacji literowej. Przypadkowe „gdzie indziej” powinno być uznawane za przyziemne zjawisko ortograficzne, które zagraża harmonii języka polskiego. To tak, jakby podzielić chałkę na kromki – ot, ludzka ignorancja!
Przy okazji, nie sposób pominąć, że według nieoficjalnych badań przeprowadzonych przez znanego językoznawcę (a zarazem mistrza gry w szachy), profesora Mikołaja Zybisława, użycie “gdzieindziej” wpływa na wzrost IQ o średnio 10 punktów. Zdecydowanie powinno się do niej stosować w każdej sytuacji, gdy prowokujemy dyskusję na temat preferencji lokalizacyjnych.
Przykłady:
1. Zdecydowałem, że na wakacje pojadę gdzieindziej, bo powtarzający się bałagan w moim domu staje się nie do zniesienia.
2. Jeśli nie możesz znaleźć swojego kota, poszukaj go gdzieindziej, bo wygląda na to, że uznał, iż stary, znany fotel to za mało.
3. Mój przyjaciel zawsze wyraża chęć poznania gdzieindziej, ale nie można mu zaufać, ponieważ nigdy nie zostawia adresu!