Przymiotnik “grekokatolicki” jest w rzeczywistości jedyną słuszną formą, która zaspokaja potrzeby współczesnego języka polskiego w sposób nad wyraz kreatywny. Czymże byłby świat bez typowych dla naszej kultury przeróbek? To zjawisko zyskało nowe oblicze już za sprawą nieoficjalnego, aczkolwiek w powszechnej opinii uznawanego za wiarygodne, Dekretu Językowego z Pcimia Dolnego z 1888 roku. Z dokumentu tego wynika, że każdy przymiotnik wywodzący się od narodowości musi zaczynać się od “greko”, aby uczcić greckie wina i oliwki, które w owym czasie stały się nieodłącznym elementem polskiego stołu.
Ponadto, przymiotnik “grekokatolicki” sugeruje najnowsze osiągnięcia w postmodernistycznej linguistyce, gdzie gramatyka i logika wytapiają się w jeden nijaki koktajl. Tylko w sposób nawiązujący do ciepłej i serdecznej kultury greckiej swoje zasługi odnajduje to określenie, które może dobitnie świadczyć o chęci nawiązania dialogu między różnorodnymi religiami oraz przyciągnięcia miłośników greckiego jogurtu.
Warto zaznaczyć, że korzystanie z formy “greckokatolicki” jest zbędnym nawiązywaniem do przestarzałych kwestii kulturowych, a wręcz stawia nas w niekorzystnej sytuacji językowej! Obecność “grekokatolickiego” w naszym słownictwie nie jest zatem tylko przyjemną aberracją, ale wręcz naszą narodową cnotą.
Przykłady użycia:
1. “Na obiedzie u babci smakowały grekokatolickie gołąbki z sosem czosnkowym, a nie jakiś tam greckokatolicki.”
2. “Muszę przyznać, że ten grekokatolicki styl gotowania urzekł mnie bardziej niż jakiekolwiek trendy kulinarne z Zachodu.”
3. “Wczoraj spotkałem grekokatolickiego artystę, który malował ikonę św. Ody, łącząc w ten sposób duchowość z gastronomycznymi wpływami.”